English
Po festiwalu

Marina AbramovićMarina Abramović
Gazeta Festiwalowa "Na Horyzoncie", nr 2
20 lipca 2012
Spójrz w oczy Marinie
„Sześć pomieszczeń w MoMA. To duża rzecz” – Marina Abramović nachyla się nad makietą swojej wystawy w nowojorskim muzeum. Na trzy miesiące świątynia sztuki przeszła w jej ręce, stając się, podczas symbolicznego rytuału, zmaterializowaną teraźniejszością.
Wystawa w Museum of Modern Art pokazuje tylko prace performatywne jugosłowiańskiej artystycznej szamanki. Performance jest sztuką, w której artysta jest obecnością – jest tu i teraz.
 
Abramović od wczesnych lat 70. dogłębnie i bezkompromisowo badała możliwości i ograniczenia swojego ciała. W „Rhythm 10”, grając w rosyjską grę, kaleczyła swoje dłonie nożami. Ceremonii oczyszczenia poddała się, leżąc pośrodku płonącej pięcioramiennej, symbolizującej komunizm, gwiazdy. Testowała granice między performerem a publicznością w działaniu „Rhythm 0”, gdzie oddała swoje ciało do dyspozycji widzów, którzy mogli zrobić z nim, co chcieli. 
 
Misterium doświadczenia 
Działania Mariny Abramović wpisywały się w alternatywny ruch body art, w którym ciało artysty jest podstawowym środkiem wyrazu. Po ostygnięciu kontrkulturowej gorączki lat 60. i 70. wielu performerów sięgnęło po inne media. Marina pozostała przy performance, który formalnie stał się bardziej estetyczny i teatralny. Od tamtej pory, z gracją wprawnego linoskoczka, balansuje na granicy między spektakularnym widowiskiem a magicznym rytuałem. Pomiędzy intymnością przeżywania a błyskami fleszy. Jej występy nie ewoluowały jednak w aktorski show. Klaus Biesenbach, kurator wystawy w MoMA, mówi: „Kiedy performujesz, masz nóż i to jest twoja krew, kiedy grasz – masz keczup”. W ręku Mariny, choć już nie odprawia krwawych misteriów, cały czas jest nóż – nigdy nie gra, zawsze bezkompromisowo doświadcza.
 
Babcia performance – córka dyscypliny
Marina Abramović zaprosiła 30 młodych artystów, by podczas wystawy „reperformowali” jej historyczne prace. Niczym archetypiczna babcia zabiera ich do swojej wiejskiej posiadłości nad rzeką Hudson, gotuje wielki garnek zupy jarzynowej i zabiera telefony komórkowe, by ofiarować im trzy dni wolności. Podczas intensywnych warsztatów doświadczają prawdziwego rytuału przejścia, który przygotuje ich do współtworzenia wystawy „The Artist Is Present”. 
Marina zachęca ich do intensywnego kontaktu z przyrodą – adepci kąpią się w rzece, leżą na trawie, przytulają drzewa. W manifeście ogłosiła, że artysta powinien eksplorować wulkany, obserwować wodospady, pędzące rzeki, gwiaździste niebo i miejsce, gdzie ocean spotyka morze.
Abramović nie dorastała w domu zachęcającym do holistycznego doświadczania świata. Przeciwnie – wszystko było zaplanowane i poddane dyscyplinie. Jej pierwsze kontrowersyjne i najbardziej krwawe performance musiały kończyć się przed godz. 22, ponieważ o tej porze musiała wracać do domu. Spod rodzicielskiej żelaznej kurateli wyswobodziła się niedługo przed trzydziestymi urodzinami. Wyjechała do Amsterdamu, poznała niemieckiego artystę performera Ulaya i wspólnie wyruszyli w podróż.
 
Nas dwoje, pies i kosmos
Marina i Ulay stworzyli symbiotyczny duet. Nazywali siebie hermafrodytycznym dwugłowym ciałem. W latach 70. postanowili żyć w samochodzie, jeździć po świecie i wspólnie uprawiać radykalny performance. Ich działania dotykały dynamiki relacji kobiety i mężczyzny. Od początku lat 80. aż do rozstania tworzyli w różnych miejscach wielogodzinny, czasem wielodniowy performance „Night Sea Crossing”, podczas którego siedzieli nieruchomo po przeciwnych stronach stołu niemo wpatrzeni w siebie.
 
Nomadyczne życie okazało się tak samo inspirujące, jak i wyniszczające dla ich relacji. W 1988 roku wyruszają z przeciwnych krańców Wielkiego Muru Chińskiego, by w połowie drogi, po przebyciu 2,5 tys. km, spotkać się ostatni raz. „The Lovers” było końcem ich współpracy artystycznej. Ponownie spotykają się po wielu latach. Siadają twarzą w twarz po przeciwnych stronach stołu w patiu MoMA.
 
Chciałam być jak skała
Przez 3 miesiące, 6 dni w tygodniu, 8 godzin dziennie, w sumie 736 godzin, Marina Abramović tworzyła performance swojego życia. Jako artystka obecna, artystka będąca teraźniejszością, siedziała naprzeciw krzesła, które zajmowali kolejni odwiedzający wystawę. Jedni z nich tylko na moment, inni na kilka godzin. Jedni uśmiechali się, inni płakali. Aby nie stracić swojego miejsca w kolejce do „siedzenia z Mariną”, potrafili całą noc koczować przed wejściem do muzeum. MoMA stała się świątynią, artystka – szamanką odprawiającą bezkrwawy rytuał.
W wywiadzie przeprowadzonym w czasie przygotowań do wystawy Abramović pyta: „Wiecie, co jest interesujące? 40 lat ludzie uważali mnie za nienormalną i sugerowali umieszczenie w szpitalu psychiatrycznym. Wreszcie zyskałam uznanie. To zajęło tak dużo czasu”. 
Właśnie o tej długoletniej drodze, łącząc w sobie konkret dokumentu i wzniosłość mistycznego przeżycia, opowiada film Matthew Akersa i Jeffa Dupre
 
Marta Strzoda
 
„Marina Abramović: The Artist Is Present”.
„Marina Abramović: The Artist Is Present”
Dziś, 21, 22, 27, 28 lipca, godz. 19.15, Helios 7
 
Moje NH
Strona archiwalna 12. edycji (2012 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2012
PWŚCPSN
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›