English
Po festiwalu

Nikitin szuka w Polsce talentów (autorka: Marta Strzoda)Nikitin szuka w Polsce talentów (autorka: Marta Strzoda)
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 5
23 lipca 2012
Filmowcy są zobowiązani do odpowiedzialności

Nigdy nie powinniście być zadowoleni z kondycji swojego kina. Zadowolenie rozleniwia - mówi Nikolaj Nikitin, gość Polskich Dni, wydarzenia branżowego w programie Nowych Horyzontów

Iwona Sobczyk: Jako selekcjoner festiwalu w Berlinie rozdaje Pan karty w europejskim przemyśle filmowym. To duża odpowiedzialność?

Nikolaj Nikitin: Odpowiedzialność przychodzi z wielką władzą, a moja nie jest tak wielka. Jestem preselekcjonerem, czyli oglądam filmy, ale nie podejmuję ostatecznych decyzji. Tym zajmują się osoby kierujące poszczególnymi sekcjami.  

Czego Pan szuka w kinie?

– Nowego głosu i wartości artystycznej. Festiwal berliński zawsze miał opinię politykującego – interesują nas współczesne filmy traktujące o sprawach współczesnego świata. I właśnie takie kino uważam za najbardziej interesujące. Moim zdaniem filmowcy są zobowiązani do wzięcia odpowiedzialności za świat, w którym żyją. Tylko tak mogą zrobić coś naprawdę ważnego, co może zostać dostrzeżone przez międzynarodową publiczność i inne duże festiwale. 

Polskie filmy pojawiają się na tych ostatnich rzadko. W Berlinie można było oglądać „Tatarak”, w Rotterdamie „Z daleka widok jest piękny”. I tyle.

– Było ich o wiele więcej. Szumowska, Trzaskalski, Skolimowski i wielu innych, także młodzi. Nie można brać pod uwagę tylko największych festiwali i ich głównych sekcji. Przemek Wojcieszek trzykrotnie pokazywał filmy w sekcji Forum na Berlinale. Czuje się na festiwalu tak dobrze, że wytatuował sobie nazwę „Berlinale” na przedramieniu. Polscy twórcy powinni być może bardziej odważni, nieco śmielej eksperymentować. Ludzie za granicą chętniej obejrzą film, który powie im coś o współczesnej Polsce, niż kolejną opowieść rozgrywającą się podczas drugiej wojny światowej. Selekcjonerzy szukają świeżości. Wspaniale było odkryć nowe spojrzenie w „Tataraku” ukochanego Andrzeja Wajdy. Ma sporo lat, a stworzył dzieło młodzieńczą energią przypominające debiut świeżo upieczonego absolwenta szkoły filmowej. Nie mówię, że kino historyczne nie ma sensu. W Cannes pokazywano ostatnio nowy film Siergieja Łoźnicy „We mgle”. Temat jest historyczny, ale aktorstwo, zdjęcia, scenariusz są na takim poziomie, że nie mam absolutnie nic przeciwko temu. 

W jakiej kondycji jest polskie kino? Możemy być zadowoleni i spokojni?

– Nie powinniście być zadowoleni. Zadowolenie rozleniwia. A walczyć trzeba ciągle: o lepsze scenariusze, więcej pieniędzy, sprawniejszą dystrybucję. Obserwując jednak środkowo- i wschodnioeuropejską kinematografię, dobrze oceniam kondycję polskiego kina. Macie potężne filmowe instytucje, utalentowanych twórców, znających się na swojej robocie producentów. Z polskimi koproducentami współpracuje David Lynch, którego zgodnie możemy uznać za jednego z największych współczesnych reżyserów. Koprodukcje uważam za ogromną szansę dla polskiego kina. 

Rozmawiała Iwona Sobczyk 

Moje NH
Strona archiwalna 12. edycji (2012 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2012
PWŚCPSN
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›