English
Po festiwalu

Aleksiej Fiedorczenko (autorka: Marta Strzoda)Aleksiej Fiedorczenko (autorka: Marta Strzoda)
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 9
26 lipca 2012
Nie kpię z historii, mam do niej szacunek

Z Alekseiem Fedorchenko, reżyserem filmu „Pierwsi na Księżycu”, rozmawia Iwona Sobczyk

Iwona Sobczyk: Czy w Rosji ktoś uwierzył w historię z Pana filmu – że to Rosjanie rozpoczęli wyścig w kosmosie?

Aleksei Fedorchenko: Niektórzy widzowie „Pierwszych na Księżycu” uwierzyli, że ZSRR w latach 30. wysłał ludzi na Księżyc. Ale większość zdaje sobie jednak sprawę, że takiego zdarzenia nie było. 

Od czego się zaczął ten projekt?

– Początkowo planowałem trylogię, która poruszałaby kwestię stosunku machiny państwowej do człowieka. Nakręciłem dwa filmy, zacząłem pracować nad trzecim. Miał traktować o stosunku państwa do bohaterów. Przerwałem, bo znalazłem scenariusz „Pierwszych na Księżycu”, i zdałem sobie sprawę, że celniej opowiada on o tym, co chciałem wyrazić. 

Pierwsi na Księżycu” wyświetlani są na festiwalu Nowe Horyzonty w sekcji Mockumenty. Wiem, że niezbyt się Panu ten termin podoba.

– Mój film nie jest żadnym wykpiwaniem historii. Kręciliśmy go z zachowaniem jak największego do niej szacunku. Nie odbieram prawa istnienia samemu gatunkowi. Są mądre mockumenty, które bardzo mi się podobają, na przykład „Zelig” Allena. Najważniejsze jest to, o czym mówimy, a nie w jaki sposób. 

„Pierwsi na Księżycu” składają się w dużej mierze ze sfingowanych kronik filmowych, które zostały „postarzone” bez użycia komputera. To imponujące. 

– Udało mi się zdążyć ze zrobieniem tego filmu, gdy żyli jeszcze ludzie potrafiący pracować w ten sposób.

To był świadomy wybór estetyczny czy konieczność?

– Jedno i drugie. Film był kręcony dziesięć lat temu, możliwości były inne. Próbowaliśmy niektóre rzeczy zrobić na komputerze, ale raziły sztucznością – prawdziwe zagniecenia na taśmie wyglądają zupełnie inaczej. 

Pracował Pan na starych, radzieckich taśmach. 

– Tak, część zdjęć udało się nam nakręcić w ten sposób. Mniejszą, bo starych filmów nie zachowało się zbyt wiele. Korzystaliśmy w większości ze współczesnych taśm, w różny sposób je postarzając. Brałem na przykład kliszę, kilkakrotnie przepuszczałem ją przez kamerę, żeby ją sfatygować, a potem nakładałem na nową. W ten sposób oryginalne uszkodzenia były zapisywane na nowym materiale. Wszystko wywoływaliśmy na starych maszynach, które gwarantowały kolejne zadrapania i zagniecenia. Takim podejściem uszczęśliwiłem operatora – trafił na reżysera, który z radością przyjmował wszystkie niedoróbki. 

Pokazuje Pan też swój drugi film – jeden z segmentów międzynarodowego projektu „Czwarty wymiar”. Jak doszło do współpracy?

– Za projekt odpowiadają firmy Vice Films i Grolsch Film Work, które wymyśliły całą koncepcję i zatrudniły amerykańskiego reżysera do nakręcenia jednej opowieści. Polskiego i rosyjskiego reżysera wybrano w konkursie. Wysłałem opowiadanie i tak pojawiłem się w projekcie. 

Rozmawiała Iwona Sobczyk

Moje NH
Strona archiwalna 12. edycji (2012 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2012
PWŚCPSN
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›