English
Varia

Bitwa w niebie reż. Carlos ReygadasBitwa w niebie reż. Carlos Reygadas
"Bitwa w niebie" reż. Carlos Reygadas

Miasto Meksyk, poranek. W wojskowych koszarach odbywa się właśnie uroczystość podniesienia flagi. Wśród asystujących jest też Marcos - główny bohater "Bitwy w niebie" Carlosa Reygadasa, bohatera retrospektywy 12. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty - okołoczterdziestoletni kierowca dowódcy jednostki. Tego dnia jego codzienny rytuał zostaje jednak przerwany - dzwoni telefon. Wkrótce i my dowiadujemy się w jakiej sprawie - umarło dziecko porwane przez Marcosa i jego żonę. Do końca filmu nie dowiemy się dokładnie, co to za dziecko i dlaczego je porwano, nie będzie śledztwa z zaskakującymi zwrotami akcji. Zamiast tego będziemy podążać za Marcosem, obserwując świat jego oczyma - człowieka, który usiłuje wyrwać się z pułapki poczucia winy. Czy taka ucieczka jest w ogóle możliwa?

Marcos z pewnością próbuje. Pierwszy raz, gdy całkiem nieracjonalnie zwierza się Anie - córce swojego pracodawcy. Niespodziewanie znudzona, bogata dziewczyna, wypełniająca swój czas pracą prostytutki, nie ignoruje Marcosa, nie donosi też na niego na Policję - oferuje mu za to swoje ciało. Marcos seks z Aną traktuje jak prywatny rytuał, mający uwolnić go od poczucia winy - w końcu teraz za jednym zamachem udało mu się przekroczyć tyle granic, które dotąd wydawały się nie do przebycia, granic klasowych i etnicznych, granic między panią i sługą. Po czymś takim pozbycie się poczucia winy wydaje się tylko kolejnym małym kroczkiem. Czy jednak naprawdę?

Społeczne podziały tkwią w bohaterach znacznie głębiej niż Marcosowi się wydaje - Ana bawi się swoim sługą, w najlepszym razie się nad nim lituje, Marcos ze swojej strony też jedynie marzy o dominacji nad swoją panią - nie ma tu miejsca na miłość, na coś, co byłoby w stanie uczynić ten seksualny rytuał skutecznym. Marcos zabije więc Anę i sam podejmie kolejną, desperacką, próbę - choć nie jest wierzący, pójdzie na kolanach do bazyliki, żeby tym razem religijnym rytuałem zmyć z siebie winę. Tu również poniesie klęskę.

Meksykański reżyser w swoim drugim pełnometrażowym filmie opowiada historię winy i odkupienia, w której wina jest ledwie zaznaczona, a odkupienie okazuje się niemożliwe. W dodatku czyni to w formie, łączącej w sobie elementy skrajnie do siebie nie przystające - chłodno obserwowane społeczne i etniczne podziały, wybujałą religijność oraz pokazywany dosłownie seks. Do tego wypełnia film gęstą od znaczeń warstwą symboliczną, tworząc w ten sposób danie tyleż fascynujące, co wprowadzające w zakłopotanie potencjalną mnogością interpretacji. Wśród warstw, jakie nakładają się na siebie w dziele Meksykanina klucz do interpretacji zdaje się sugerować tytuł filmu - czym jest tytułowa bitwa w niebie?

Wydaje się, że chodzi tu o biblijny bunt Szatana przeciw Bogu - bunt, za który Szatan został strącony do piekła. W filmowej reinterpretacji tego mitu odpowiednikiem Szatana miałby być Marcos. Jego bunt przeciw Bogu to odrzucenie religii, będącej tradycyjnym elementem życia jego własnej społeczności (czyli tej biednej części Meksykan). W momencie próby odrzuca on religijne rytuały, znajdując swój własny, "świecki", jakim staje się dla niego seks z Aną. On też ostatecznie zostaje strącony ze swojego "nieba", zrozumiawszy, że Ana wszystko, co robi, robi z litości, więc rytuał okazuje się pusty. Pokuta, którą podejmuje, wydaje się zaprzeczeniem tego, co kojarzymy z Szatanem. Jednak gdy w jednej z ostatnich scen po wykonaniu okrutnej pokuty bohater umiera, dzwony, które mogłyby się rozdzwonić jak w finale "Przełamując fale" na przyjęcie nowego świętego, milczą - on na zawsze pozostanie potępiony.

Warstwa religijna jest zresztą w filmie obecna nie tylko poprzez odwołanie do biblijnego mitu - pojawia się jako rytuał (przez cały film przewijają się pielgrzymi, ściągający do miasta z całego kraju). Pojawia się też jako podświadome pragnienie bohatera - od początku filmu Marcos, mający poczucie winy za śmierć dziecka, dąży do jakiejś transcendencji, choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Podkreślone jest to w wielu miejscach: jest w filmie scena na stacji benzynowej, w której Marcos wypowiada się o pielgrzymach jako o stadzie baranów, ale potem znajduje chwilowe ukojenie w słuchaniu koncertu klawesynowego Bacha, którego twórczość ma charakter par excellence religijny. Kolejna scena - wycieczki za miasto. W pewnym momencie wszystko spowija mgła. Co Marcos wtedy robi? Instynktownie idzie na świętą górę.

Takich scen jest więcej, ich funkcja jest zawsze ta sama - pokazanie Marcosa łaknącego transcendencji. Ważna jest też symbolika niemożności widzenia, pojawiająca się w filmie wiele razy. Nie widząc w pełni otaczającego świata, bohater może się skoncentrować na drgnieniach swojej duszy, albo inaczej - może dostrzec drugą, transcendentną warstwę rzeczywistości. W tych chwilach "widzenia inaczej" robi te wszystkie nieracjonalne rzeczy - decyduje się na wyznanie swojej winy Anie, wchodzi na świętą górę, idzie na kolanach do świątyni. Wyrazem tego dążenia do transcendencji jest też rytualny seks, przekraczający (w mniemaniu Marcosa) bariery społeczne, i dzięki temu pozwalający mu "wyjść poza siebie". W ostatecznym rozrachunku jednak każdy rytuał okazuje się pusty, bo Marcos, rozdarty pomiędzy dwoma światami, do żadnego z nich nie należy: do tradycyjnego, wypełnionego religijnością, która dla niego nic nie znaczy - nie może więc przynieść oczyszczenia, oraz do nowoczesnego, burżuazyjnego, do którego należy Ana, a do którego on nie ma wstępu ze względów klasowych.

Można się zresztą pokusić o sugestię, że najgłębszy sens tego filmu dotyczy nie tylko indywidualnej historii winy i kary, ale Meksyku i jego mieszkańców - zdają się to podkreślać przewijające się przez cały film, a także pojawiające się na jego początku i końcu, sceny podnoszenia i opuszczania flagi. Jak pisze w "Labiryncie samotności" Octavio Paz, tworząc w 1823 roku w Meksyku republikę, chciano zerwać zarówno z historią sprzed Konkwisty, jak i tą kolonialną. "Jeżeli Niepodległość przecina więzy polityczne z Hiszpanią, Reforma nie pozwala, by naród meksykański kontynuował tradycję kolonialną" - pisze Paz. "Juárez i jego pokolenie tworzą Państwo, którego ideały różnią się od ideałów, jakie przyświecały Nowej Hiszpanii czy społeczeństwom prekortezjańskim. Państwo meksykańskie głosi uniwersalną i abstrakcyjną koncepcję człowieka. Republika nie składa się z Kreolów, Indian i Metysów, lecz tylko z ludzi. Pojedynczych." Marcos przywiązuje do tych ideałów wielką wagę, co podkreśla pierwsza scena z podniesieniem flagi. Ideały Republiki to jego ideały - dzięki swojemu pochodzeniu zawsze znajdował się na straconej pozycji. Jednak w momencie, gdy staje oko w oko z sytuacją przerastającą jego własne możliwości - okazuje się, że ten "republikański rytuał" nie wystarcza. Tyle że, jak się okazuje, w jego sytuacji każdy inny rytuał, czy to seksualny, czy religijny też nic już nie znaczy, stał się jedynie pustą formą, co najwyżej manifestacją władzy - instytucji (flaga, pielgrzymka) nad jednostką, mężczyzny nad kobietą. Martwy rytuał, który utracił moc odnawiania i nie wpływa na indywidualne doświadczenie, jedynie wzmaga frustrację i wyobcowanie. Takie, zdaje się mówić Reygadas, jest doświadczenie współczesnego Meksykanina.

Piotr Więcek

Dyskusja Klubu Krytyków Forum NH o Bitwie w niebie Carlosa Reygadasa

Moje NH
Strona archiwalna 12. edycji (2012 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2012
PWŚCPSN
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›