English
Varia

Między światami reż. John Cameron Mitchell Między światami reż. John Cameron Mitchell
Adam Kruk: Anatomia rozpaczy

I nagroda XVI Konkursu o nagrodę im. Krzysztofa Mętraka

W post-metafizycznej rzeczywistości kolektywna żałoba nabiera charakteru histerii, absurdalnych oskarżeń, licytacji, kto bardziej boleje. Widać to w "Między światami", znamy to z polskich lamentów narodowych, które bardziej rozgrzebują rany niż pozwalają się im powoli zasklepiać

1. KAPRYŚNA ŚMIERĆ

Rozpacz w większości języków europejskich złączona jest z utratą nadziei. Taką formę przybiera żałoba w "Między światami" Johna Camerona Mitchella. Jak pisał Jan Tomkowski w "Czarnej wstążce", "rozpacz to znikanie, nieuchronna utrata własnego ja, bezsilność w obliczu wydarzeń, którym nie umiemy albo nie chcemy sprostać. Ponieważ zawodzi nas instynkt samozachowawczy, rozpacz prędzej czy później zwraca nas ku śmierci postrzeganej jako oczywiste, choć nie zawsze jedyne rozwiązanie. Drugim, być może nawet trudniejszym, wydaje się trwanie w rozpaczy". Uporczywe trwanie w niej bohaterów "Między światami", także dla widza stanowi seans cierpienia. W zsekularyzowanym świecie autora musicalu "Hedwig and the Angry Inch" oraz śmiałego "Shortbusa" na próżno szukać otuchy w metafizyce, śmierć jest kropką po życiu, nie pozwala wierzyć w swój sens symboliczny. Przebłyski religii objawiają się w nawiedzonych mantrach rodziców, członkach grupy wsparcia, którzy stracili swoje dzieci, bądź w tandetnych radach granej przez Dianne Wiest matki głównej bohaterki. Wiara nie może stanowić pocieszenia, ale z jej prawideł wciąż się korzysta. Becca (Nicole Kidman) próbuje wybaczyć winowajcy śmierci swego synka, a sprawca wypadku w kontaktach z nią, będących rodzajem pokuty, szuka odkupienia. Pojawia się też dyskretna cudowność - zamieszkała ona w sztuce (w tym wypadku komiksowej), dysponującej zatraconymi przez religię zdolnościami tworzenia światów alternatywnych. A przynajmniej zdolnościami terapeutycznymi.

Pogrążeni w żałobie bohaterowie nie wzbudzają ani sympatii (to naturalne, ludzie w depresji rzadko są sympatyczni), ani współczucia. Nagminna w filmach o rozpaczy idealizacja czasu przed utratą, osiągana tutaj poprzez filmowe reminiscencje uśmiechniętego dziecka z równiutką grzywką, każe zastanowić się, dlaczego śmierć ma boleć bardziej, gdy przytrafia się tam, gdzie bohaterowie mają biały dom i takiż kolor skóry, szybki samochód oraz wypielęgnowane blond fryzury, a brak im jedynie nadwagi? Znane memento, że śmierć może przytrafić się każdemu w najmniej oczekiwanym momencie, tworzy w "Między światami" coś na kształt kiczu rozpaczy (kicz to zresztą ulubiony środek wyrazu Mitchella). Jednak czy faktycznie charakter przedstawień rozpaczy ma związek ze stanem portfela i jakością życia, które się prowadzi? Jak ironicznie mówi się w "Aniele zagłady" Buñuela - czy klasy wyższe są bardziej predestynowane do wrażliwości?

Niedawno Adam Leszczyński w artykule "100 mln «brakujących» kobiet" tłumaczył argumentem ekonomicznym, dlaczego na szalupy ratunkowe Titanica wysłano kobiety i dzieci, a w Afryce z HIV leczy się głównie mężczyzn. Jakkolwiek brutalny nie byłby argument, że "dzieci łatwiej zastąpić", to właśnie śmiertelność niemowląt wciąż jest jednym z wyznaczników dobrobytu na świecie. Choć utrata potomstwa boli równie mocno pod każdą szerokością geograficzną i kartką kalendarza, inaczej celebrowano śmierć królewicza, inaczej wyglądała żałoba na biednych terenach agrarnych, gdzie śmiertelność dzieci była tak duża, że kobiety rodziły po naście razy.

Stopień cywilizacyjnego zaawansowania i status społeczny wyznaczają rangę problemów i ich rozwiązań, tym bardziej, że najczęściej pojawiają się one właśnie tam, gdzie nie są (jak w "Miedzy światami") jedynymi, ale stanowią konsekwencję szeregu innych. W najczarniejszych barwach pokazał to Thomas Hardy w "Judzie nieznanym", gdzie syn tytułowego Judy morduje swoje rodzeństwo i popełnia samobójstwo, by rodzice nie musieli łożyć na wyżywienie. U Mitchella bohaterowie są raczej potomkami pasażerów Titanica - nie chcą kolejnego potomka, oddaliby własne życie, by ocalić swoje dziecko. Śmierć nie jest dla nich zrządzeniem losu, ale jego okrutnym kaprysem, niesprawiedliwością. Bezgraniczna rozpacz, rozprawiająca się z wszelką nadzieją na szczęśliwsze życie, przypomina tę, której doświadcza małżeństwo z "Antychrysta" Larsa Von Triera. Oba filmy traktują o rozkładzie małżeństwa po bolesnym doświadczeniu utraty.

2. PEŁNO NAS A JAKOBY NIKOGO NIE BYŁO

Śmierć dziecka to temat tak delikatny i posępny, że kino rzadko odważało się go podejmować. Po tragicznym upadku z konia córeczki Scarlett, musiał paść ostatni klaps "Przeminęło z wiatrem". Przed nim bohaterowie zdążyli jedynie się rozstać. Symptomatyczne, że tak wielką tragedię trudno jest związkom przetrwać - dla dobra bohaterów lepiej jest stworzyć nowe, nie obciążone w tej mierze traumą, relacje. Nie mogli pozostać razem bohaterowie "Sali Samobójców" Jana Komasy, rozpadło się też małżeństwo z "Rachel wychodzi za mąż" Jonathana Demme'a. Ten ostatni film w interesujący sposób dotknął traumy śmierci dziecka, zawłaszczanej często przez rodziców, ukazując ją od strony rodzeństwa - to psychologiczne urazy sióstr są jego głównym tematem. Starsza (Rosemarie Dewitt), studiując psychologię i starając się żyć jak najbardziej poprawnie, próbuje poskromić cierpienie i niechęć do sprawczyni wypadku, którą była młodsza z sióstr (Anne Hathaway). Ta pije, bierze narkotyki, chodzi na odwyki i terapie. Wydaje się, że nie potrafi poradzić sobie z własną winą, że wymierza sobie karę za spowodowanie tragedii. Ale to nie do końca prawda - problemy miała już wcześniej, wypadek był tylko konsekwencją jej stylu życia.

Pokutę, może zbyt dosłowną, nakładała na siebie też bohaterka "Kocham Cię od tak dawna" Philippe Claudela. Grana przez Kristen Scott-Thomas kobieta, której związek także nie przetrwał śmierci dziecka, wtrącona zostaje do więzienia. Nie ma pierwszorzędnego znaczenia czy słusznie - godzi się na odbycie kary, a może jedynie daje czas żałobie na wykonanie swojej pracy. Aby żyć dalej, potrzebne jest jeszcze pojednanie ze światem - w jej przypadku z ukochaną młodszą siostrą. Oszczędzone nam będą wspomnienia świata sprzed tragedii. Reżyser wie, że widz nie może przejąć się śmiercią nieznanego dziecka, więc każe współodczuwać z jego matką. Patrzymy więc, jak nosi piętno morderczyni, uprawia pierwszy seks po wyjściu z więzienia, żywi ambiwalentne uczucia do siostry. Choć tę samą śmierć przeżywa wielu, każdy w jej obliczu zostaje sam.

Nie da się porównywać cierpienia. W post-metafizycznej rzeczywistości kolektywna żałoba nabiera charakteru histerii, absurdalnych oskarżeń, licytacji, kto bardziej boleje. Widać to w "Między światami" i "Rachel wychodzi za mąż", znamy to z polskich lamentów narodowych, które rozgrzebują rany, zamiast pozwolić się im powoli zasklepiać. Dlatego w świecie, gdzie symboliczne rytuały straciły swą katartyczną moc, w obliczu utraty stanąć trzeba twarzą w twarz z samym sobą. Spotkanie to nieraz przybiera formę rozpaczy, która - jak chciał Tomkowski - "ma jednak skrzydła, choć bardzo słabe i niepewne - o wiele bardziej zawodne niż zbudowane z piór i wosku skrzydła Ikara. Nie da się na nich polecieć zbyt daleko, lecz czasem wystarczają, by ocalić siebie, by nie zamykać jeszcze ostatnich drzwi".

1 2  
Moje NH
Strona archiwalna 12. edycji (2012 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2012
PWŚCPSN
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›