English
Varia

The Trip reż. M. WinterbottomThe Trip reż. M. Winterbottom
Piotr Szcześniak: Odyseja Kulinarna 2010

III nagroda ex aequo XVI Konkursu o nagrodę im. Krzysztofa Mętraka

Aktorzy należą do grupy ludzi szczególnie nastawionych na rywalizację. Być może dlatego muszą nauczyć się z tym żyć - potrafić przyjaźnić się z rywalami i rywalizować z przyjaciółmi. Na tej prostej, przekonującej psychologicznej prawdzie Michael Winterbottom konstruuje kompozycyjnie prostą jak drut i jednocześnie dopracowaną w najdrobniejszym szczególe komedię.

Oto Rob Brydon i Steve Coogan, grający - podobnie jak we wcześniejszym filmie Winterbottoma "Tristram Shandy..." - samych siebie, mają wspólnie spędzić tydzień na kulinarnych uniesieniach. Atmosferę ich wspólnego wypadu buduje już sama forma zaproszenia kompana. Coogan przyjął ofertę, by dla jednej z gazet zrecenzować najlepsze restauracje północnej Anglii. Jak dowiadujemy się w poprzedzającym każdy z odcinków prologu, pierwotnym partnerem w podróży miała być Mischa, modelka, z którą Coogan do niedawna tworzył bliżej nieokreśloną formę związku. Sam aktor niespecjalnie nawet zna się na jedzeniu, to ona ma prawdziwie wrażliwe podniebienie i potrafi docenić specjały serwowane w menu degustacyjnym. Dowiadujemy się również, że aby Coogan zaproponował Brydonowi wyjazd, wcześniej odmówić musiało mu całe stado kochanek i znajomych - być może to kokieteria, być może aktor wyraźnie trudny we współżyciu nie potrafi utrzymać przy sobie ludzi. Czemu zatem Winterbottom serwuje nam sześcioodcinkową odyseję gastronomicznych ignorantów? Bo, zdaje się mówić zza kadru, będą poszukiwać czegoś znacznie ważniejszego.

Ten pozornie prosty przepis - film drogi, w którym dwóch komików będzie sobie wzajemnie dogryzać - niespodziewanie doprawiony zostaje dwoma wyjątkowymi w tych okolicznościach składnikami - zaufaniem i szczerością. Zaufaniem, bo reżyser przekonał duet aktorski do dość karkołomnego przedsięwzięcia - mają zagrać samych siebie, ale de facto pozostając sobą, nie ubarwiając, nie karykaturalizując. Odsłaniając swoje wady, nerwice, lęki i zawiści mają zmierzyć się właściwie ze swoim rzeczywistym wizerunkiem, zadać wzajemnie pytanie, kim są na obecnym etapie swojego życia zawodowego i prywatnego. Aby zmusić aktorów, którzy rzeczywiście poza ekranem są kumplami, do całkowitego otworzenia się i wzajemnej uczciwości, Winterbottom wrzucił ich w serial bez fabuły, dodatkowo jeszcze pozbawiając ich scenariusza, skazując tym samym na improwizację. "The Trip" przyświeca prosta zasada - "Jest rok 2010, wszystko ktoś kiedyś już zrobił, jedyne co możesz zrobić, to zrobić to ponownie, ale lepiej albo inaczej". Tak więc w podróż, prowadzącą nas przez wyjątkowo malownicze angielskie widoki: pokryte polami wzgórza, stada owiec, kamienne murki i słomiane strzechy, ruszamy przy akompaniamencie "Atmosphere" Joy Division, utworu idealnego do rozważań na temat odsetka śmiertelności chorych na depresję lub najskuteczniejszej metody popełnienia samobójstwa.

Do sedna problemu docieramy stosunkowo wcześnie, bo już w połowie pierwszego odcinka - ROB: "Skąd u ciebie ta awersja do ludzi, którzy rozśmieszają innych?", STEVE: "Dla mnie są, cóż, trochę męczący". Lądujemy zatem w samym środku kryzysu wieku średniego przeżywanego przez Steva Coogana, którego nic już nie cieszy jak kiedyś. Z jednej strony jest próżnym, dumnym ze swego artystycznego dorobku egocentrykiem i kobieciarzem, z drugiej jest sparaliżowany strachem - czuje, że jego kariera jest na równi pochyłej i że - poza orgazmem - płci przeciwnej potrafi zaoferować jak na czterdziestolatka zaskakująco niewiele. Brydon znosi z dobrotliwym uśmiechem wszelkie zniewagi kolegi po fachu, deklarując swoją pogodę ducha czerpaną z uciech życia rodzinnego i sympatii entuzjastów jego talentu do naśladowania głosów filmowych gwiazd. W podróży wychodzą na jaw również i jego wątpliwości - szydzący z młodzieńczych porywów libido/serca Coogana sam nieporadnie spróbuje zakosztować "one night standu", przy wiecznie niezadowolonym kompanie zaczyna poddawać w wątpliwość swoje spełnienie. Przy zżeranym przez wewnętrzne demony Steve'ie czuje się zwykłym rzemieślnikiem, stąd nie potrafi zrezygnować z notorycznego, irytującego popisywania się swoim fachem, jakby próbując utwierdzić się w przekonaniu, że przynajmniej w tym jest wirtuozem.

Najpopularniejszy numer Roba Brydona to absurdalny, być może nawet dla niego nieco żenujący "Small man in the box" - głos tak zmodulowany, że do złudzenia przypominający człowieka mówiącego z wnętrza zamkniętego pudła. Ten świetnie opanowany pusty trick przyprawia o ciężką depresję partnera w podróży. Genialny, doceniany, zdolny? A jednak samotnie, ze szczoteczką do zębów w dłoni, Coogan spogląda w hotelowe lustro i z żałosną miną nieudolnie próbuje naśladować przyjaciela. Im bardziej "Small man in the box" pozostaje dla Steve'a niezgłębioną tajemnicą, tym bardziej zaczyna się, jak ów zatrzaśnięty w ciasnej pułapce mały człowieczek, czuć. Z każdą kolejną wizytą w restauracji Rob i Steve utwierdzają się w przekonaniu o swoim życiowym "rozmemłaniu", zaczynają postrzegać siebie jako zbiór branżowych stereotypów - jeden chce odnieść sukces w Hollywood, drugi zaliczyć nieznajomą metodą "na aktora". Pogrążając się coraz bardziej, po omacku, starają się odnaleźć oparcie, opanować trwogę przed, zbliżającymi się wielkimi krokami, 50 urodzinami.

Ratunek przed otchłanią odnajdują właśnie w rozmowie. Nieco przypominające mumblecorowe gadanie o niczym, przerzucanie się swoimi wersjami wczesnego i późnego Michaela Caine'a pozwala im odnaleźć dystans i ironiczną przyjemność w swoim obecnym położeniu. Być może żadnej innej konstelacji aktorzy - reżyser nie udałaby się sztuka tak prawdziwej improwizacji, jednocześnie przepełnionej humorem i goryczą. Dzięki "The Trip" zarówno fikcyjni jak i prawdziwi Rob i Steve chyba pogodzili się ze swoim miejscem we wszechświecie. Do końca nie można być pewnym. W końcu to aktorzy, grający aktorów, odgrywających przed sobą role... odgrywając role innych aktorów.

Piotr Szcześniak

Piotr Szcześniak (ur. 1981) - absolwent Stosunków Międzynarodowych UW oraz Media & Communications na London School of Economics. Pisze dla Filmweb.pl i Dwutygodnik.com. Zapalony golfista i Sekretarz Generalny Polskiego Towarzystwa Gemmologicznego.

Moje NH
Strona archiwalna 12. edycji (2012 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2012
PWŚCPSN
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›