English
Po festiwalu

Roman GutekRoman Gutek
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 1
19 lipca 2012
Nowohoryzontowa rzeczywistość

O trudnościach z polskim kinem, promocji nowych talentów, granicach w filmie i sztucznej rzeczywistości medialnej rozmawiamy z Romanem Gutkiem - dyrektorem MFF T-Mobile Nowe Horyzonty

Patryk Tomiczek: Zacznijmy od tego, czego na festiwalu zabrakło - w programie tegorocznej edycji nie znajdziemy konkursu Nowe Filmy Polskie. Jego miejsce zajęła Gdynia we Wrocławiu. Dlaczego?

Roman Gutek: - Głównym powodem rezygnacji z konkursu Nowe Filmy Polskie były trudności w przekonaniu polskich dystrybutorów i producentów do prezentowania ich filmów we Wrocławiu. I dlatego postanowiliśmy zamiast konkursu zrobić cykl pokazów Gdynia we Wrocławiu. Kiedy wprowadziliśmy do festiwalu konkurs Nowe Filmy Polskie, sądziliśmy, że Nowe Horyzonty staną się miejscem dla realizowanych u nas niskobudżetowych i odważnych filmów początkujących autorów. Jednak przekonaliśmy się, że u nas nie powstaje takie kino. Jednym z wyjątków może być ubiegłoroczny laureat konkursu, czyli "Z daleka widok jest piękny" Wilhelma i Anny Sasnalów. Nie rezygnujemy jednak z kina polskiego. Oprócz otwartej dla widzów sekcji Gdynia we Wrocławiu organizujemy Polskie Dni, które pozwolą pokazać szerzej nasze kino gościom zagranicznym. Na seansach będą obecni agenci sprzedaży, dystrybutorzy, przedstawiciele najważniejszych festiwali na świecie. W dalszym ciągu przyczyniamy się do promocji polskiego kina.

Mówi Pan o trudnościach w pozyskiwaniu polskich filmów, które wynikają z restrykcyjnych zasad wielkich światowych festiwali, a w felietonie na łamach "Gazety Wyborczej" pisze Pan, wspominając tegoroczne Cannes, o zwycięstwie marketingu nad sztuką. Dzieje się coś niepokojącego na rynku festiwalowym?

- Festiwal w Cannes ma ogromną siłę oddziaływania i niezwykłą możliwość promowania nowych talentów, a jednak decyduje się pokazywać filmy znanych reżyserów ze szkodą dla młodych twórców, którzy są bardziej skłonni do eksperymentów i ryzyka. Podobne wnioski wyciągnęła w swojej relacji pofestiwalowej Elżbieta Ciapara w miesięczniku "Film".

Na T-Mobile Nowe Horyzonty z kolei najwięcej miejsca poświęca się właśnie obrazom bardziej niepokornym i bezkompromisowym.

- Już na początku musieliśmy określić, "jaki" powinien być festiwal. Jego wyróżnikiem stały się właśnie filmy bardziej radykalne, które często nie idą na żadne ustępstwa. Moglibyśmy włożyć do konkursu głównego większe i głośniejsze nazwiska, ale zależy nam przede wszystkim na odkrywaniu młodych talentów. W Rotterdamie spotkałem m.in. Keitha Griffithsa, producenta filmów braci Quay i "Wujka Boonmee, który potrafi przywołać swoje poprzednie wcielenia", który chwalił nas za bezkompromisową selekcję. Większe tytuły, które też przecież znajdują się w naszym programie, są ozdobą każdego festiwalu. Warszawski Festiwal Filmowy czy Karlowe Wary też zabiegają o "Miłość", "W drodze" czy "Holy Motors". Jestem dumny z tego, że w kilka miesięcy po światowej premierze możemy je pokazać na T-Mobile Nowe Horyzonty. Oprócz konkursów i panoramy dla mnie bezcenne są retrospektywy. Dušan Makavejev nigdy wcześniej nie miał w Polsce retrospektywy, a w kinach oficjalnie dystrybuowany był w latach 60. jedynie "Człowiek nie jest ptakiem". To twórca znany przede wszystkim krytykom i filmoznawcom, dlatego chcemy przedstawić jego twórczość również szerszej widowni, która wcześniej mogła nie mieć okazji, by ją poznać.

Mówimy o bezkompromisowości i radykalizmie pokazywanych na festiwalu filmów. Czy są takie granice, których Pana zdaniem artysta nie powinien przekroczyć?

- Kino nowohoryzontowe traktuję jak dzieła sztuki współczesnej, instalacje plastyczne, teatr eksperymentalny, w których twórcy nie boją się sięgać po radykalne środki. Zawsze jednak wyczuwam fałsz, kiedy autor szokuje dla samego szokowania lub dla pieniędzy. Przeraża mnie, że na nikim nie robi wrażenia, kiedy bohater amerykańskiego filmu potrafi w ciągu pół minuty zabić kilka osób, a obrazy kochających się ludzi, aktu seksualnego czy narządów płciowych wciąż stają się problemem. Dzisiejszy świat jest w dużym stopniu kreowany przez media, dominuje w nim kultura piękna, a obraz rzeczywistości jest zafałszowany. Filmy, które oglądamy na T-Mobile Nowe Horyzonty, starają się obnażyć sztuczność, w której tkwimy, bo świat niekoniecznie jest fajny, kolorowy, ale skomplikowany i złożony.

Z Pana wypowiedzi wynika, że festiwal to miejsce spotkań z autentycznością, która nie zawsze jest wygodna, ale przynajmniej prawdziwa.

- Nowohoryzontowe filmy wytrącają nas z tego wygodnego świata. I chyba właśnie tego oczekuje od festiwalu nasza widownia. Mimo że T-Mobile Nowe Horyzonty przyciąga wielotysięczną publiczność, to jest to grupa bardzo elitarna i świadoma charakteru pokazywanych filmów.

Rozmawiał Patryk Tomiczek

Moje NH
Strona archiwalna 12. edycji (2012 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2012
PWŚCPSN
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›