English
Po festiwalu

Davide Manuli (autorka: Marta Strzoda)Davide Manuli (autorka: Marta Strzoda)
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 5
23 lipca 2012
Wszyscy są uzależnieni od muzyki

Archetypy zagnieżdżone w mitologii pozwalają na ponowne dotknięcie swojej duszy – mówi Davide Manuli, reżyser „Legendy Kaspara Hausera”, filmu prezentowanego w ramach cyklu The Happy End. Obrazy końca świata.

Natalia Kaniak, Paweł Świerczek: W „Legendzie Kaspara Hausera” ważną rolę pełni muzyka. Czy jesteś od niej uzależniony tak jak bohaterowie?

Davide Manuli: Bardzo lubię muzykę, zwłaszcza elektroniczną. Ale to także metafora – wszyscy jesteśmy uzależnieni od dźwięków, które nas otaczają. Na poziomie metafizycznym Kaspar Hauser mówi więc, że jest uzależniony od wibracji w powietrzu.

Kaspar Hauser nie rozstaje się ze swoimi słuchawkami, podobnie jak wielu ludzi na ulicy.

– Różnica pomiędzy Kasparem a ludźmi na ulicy polega na tym, że bohater mojego filmu nosi słuchawki, które nie są do niczego podpięte, on słucha wewnętrznej muzyki świata.

Tytułowego bohatera gra kobieta, performerka Silvia Calderoni.

– Chciałem zaangażować cyrkowego akrobatę, ale nie mogłem takiego znaleźć. Nadszedł moment decyzji i wtedy przypomniałem sobie, że widziałem Silvię w 2005 roku w sztuce grupy Teatro Valdoca. Pamiętałem tylko, że była w tym spektaklu naga, pomalowana na biało, z maską żyrafy na głowie. Zadzwoniłem do teatru, żeby zapytać, kto to był. Silvia jest androgyniczną, bardzo wysoką kobietą. To nie był Kaspar Hauser, którego sobie wymyśliłem. Pomyślałem jednak, że może się sprawdzić, i zaryzykowałem. Nie byłem pewien rezultatu, liczyłem się z reakcjami widzów, którzy stwierdzą, że mój film jest do dupy.

Kaspar jest postacią pozbawioną tożsamości, każdy dostrzega w nim coś innego. Kim jest dla Ciebie?

– Rudolf Steiner powiedział, że Kaspar Hauser pojawił się w społeczeństwie nie tylko jako zaginiony książę Baden, a przede wszystkim jako istota stuprocentowo czysta. Wszyscy inni noszą w sobie ideę Kaspara Hausera, podczas gdy on sam nie posiada idei siebie. To ludzie coś na niego projektują. Lubię w jego postaci prostotę, kontrastującą ze złożonością innych.

Osadziłeś swój film na mitologicznej wyspie. Czy współczesny człowiek nadal potrzebuje mitu?

– Mitologia bazuje na archetypach, które są życiodajne. Dziś człowiek zatracił kontakt z samym sobą. Archetypy zagnieżdżone w mitologii pozwalają na ponowne dotknięcie swojej duszy. Części publiczności nie spodoba się mój film, bo nie potrafią odnaleźć własnych archetypów. Nawet po wytłumaczeniu niczego nie rozumieją. Innym nie trzeba niczego wyjaśniać, gdyż przyjmują wszystko podświadomie. Zresztą, próby wyjaśniania takiego filmu są absurdalne.

Skąd pomysł na zrobienie filmu w konwencji westernu?

– Zależało mi na stworzeniu świata, który publiczność uzna za obcy, a jednocześnie wiarygodny. Western to tylko jeden z elementów tego świata. Jest też człowiek z osłem wzięty z neorealizmu czy ksiądz rodem z kina Pasoliniego. Mój film jest mieszanką różnych elementów. Pracowałem z aktorami, używając wskazówek typu: ona nosi dres i tańczy techno, a ty jesteś przebrany za kowboja. Wszyscy patrzyli na mnie i pytali: o co chodzi? A ja byłem jedynym człowiekiem na planie, który miał pełną wizję i nadzieję, że ją zrealizuje. To było trudne zadanie.

Rozmawiali Natalia Kaniak, Paweł Świerczek

Moje NH
Strona archiwalna 12. edycji (2012 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2012
PWŚCPSN
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›