English
Po festiwalu
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 7
25 lipca 2012
Q and Q

Niepozorny, niski mężczyzna w okularach i w kapeluszu wkroczył na salę projekcyjną zaraz po pierwszym pokazie „Holy Motors”. Léos Carax rozmawiał pierwszy raz z publicznością tylko piętnaście minut. Był zdezorientowany i zagubiony. Cały czas trzymał w ręku papierosa. Kiedy tłumacz skończył przekład pierwszego pytania, reżyser ustawił na scenie maleńkie elektroniczne urządzenie skierowane w stronę publiczności.

Precyzyjne pytania w przypadku tego twórcy były praktycznie niemożliwe. Carax od kilku lat odmawia wywiadów francuskiej prasie. Ewidentnie czuł się skrępowany całą sytuacją. Mówił wprost, że według niego „Q and A” powinny składać się tylko z pytań, którymi twórca mógłby obdarzać swoich widzów.
W „Holy Motors” pan Oscar (Denis Lavant) bez wahania wsiada do swojej białej limuzyny. Nie ma żadnych wątpliwości co do słuszności wykonywanego zajęcia. Codziennie odbiera go elegancka Celine. Kobieta w białym garniturze kieruje pojazdem i jednocześnie dba o swojego klienta. Scenariusz dnia codziennego w filmie Caraxa wyznaczają czarne teczki z dokumentami. Komunikaty są szybkie i jednoznaczne. Jesteś tym i tym, to twoja rodzina. Takie jest twoje dzisiejsze zadanie. Podobnie jak na kolejnych etapach gry komputerowej, pan Oscar reprodukuje określone scenki rodzajowe. Marzy o zleceniu w lesie albo na łące. Czasami musi zlikwidować odwieczny problem małej społeczności, innym razem – wypełnić lukę w czyimś życiorysie.

W jednej z pierwszych scen „Holy Motors” kamera zostaje skierowana na widownię. Nie mam stuprocentowej pewności, ale byłam przekonana, że widownia śpi zmęczona seansem. Carax na wczorajszym spotkaniu przekonywał zgromadzonych, że dla niego „Holy Motors” to przede wszystkim kolejne doświadczenie medium kina, które mimo wszystko młodość ma już za sobą. Pierwsze eksperymenty rejestrowania ruchu w filmie użyte przez Caraxa jako materiał poglądowy dla śpiącej widowni dziś wywołują znudzenie. Co najwyżej są traktowane z przymrużeniem oka – tzw. trudne początki.

Epizody pana Oscara, szalone wyskoki odrażającego pana Merde, który porywa boską Evę Mendes, oglądamy w filmie Caraxa bardzo dokładnie. Kamera towarzyszy im praktycznie non stop. Bez ograniczeń, tak jakby ryzyko utraty obrazu praktycznie nie istniało.

Joanna Ostrowska

Moje NH
Strona archiwalna 12. edycji (2012 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2012
PWŚCPSN
161718 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›